poniedziałek, 21 lipca 2014

Czy Volvo Bobasa może się popsuć? Czyli o przygodzie ze Stokke.

Jak już raz pisałam, zakochałam się w wózku Stokke Xplory. Jest taki jaki powinien być. Pisałam również, że po niespełna dwóch miesiącach musiałam go reklamować, bo tylne koła ósemkowały i blokował się mechanizm rączki.
Wózek odebrałam - rozczarowana, gdyż został naprawiony, a nie wymieniony na nowy stelaż, co wydawał mi się dość dziwnie w przypadku tak drogiego wózka.
Z racji przeprowadzki na spacer udaliśmy się może raz więc wydawało Nam się, że jest już sprawny. Kolejne rozczarowanie przyszło dość szybko. Po pięciu dniach od odebrania "naprawionego wózka" podczas spaceru usłyszeliśmy tarcie dochodzące z kół. Zgłosiliśmy ten fakt do serwisu i za radą pracownika chcieliśmy oczyścić koła z zabrudzeń, których nie udało Nam się znaleźć, ale nie ma się co dziwić skoro spacery odbywają się teraz w cywilizowanych warunkach - po równej kostce lub alejkach asfaltowych w parku. O tym, że zabrudzeń nie ma również poinformowaliśmy. Tarcie stawało się uciążliwe. Będąc w sklepie z wózkami Stokke, zapytaliśmy pracowników co może być przyczyną. Mili Panowe sprawdzili koła - z zaskoczeniem stwierdzając, że nie widzą przyczyny tarcia. Spróbowali nawet zamienić koło na nowe, ale po jakichś 20 minutach ponownie pojawiło się irytujące tarcie.
Ponownie zgłosiliśmy sprawę i teraz czekamy na stelaż zastępczy.
Szczerze przyznam, że jest to dla mnie bardzo nietypowa sytuacja. Wózek, który jest uznawany za niezawodny, psuje się dwa razy pod rząd. Gdybym użytkowała do w warunkach ekstremalnych - jeździła po górach bądź wciągała po schodach, tak jak sugeruje producent, to pewnie nie dziwiłyby mnie usterki. Jednak od naprawy wózek stoi sobie grzecznie w oczekiwaniu na kolejny spacer....możliwe, że dlatego się zbuntował i popsuł ;)
Irytujący jest również fakt, że powraca problem składania wózka.
Jednak najbardziej wyprowadza mnie z równowagi podejście firmy - po dwóch miesiącach użytkowania wózek jest naprawiany i psuje się po 5 dniach od odbioru. A ja muszę czekać cierpliwie na stelaż zastępczy i do tego czasu ograniczać spacery pomimo pięknej pogody.
Na dobrą sprawę od 16 lipca nie wychodzimy na spacery, bo boję się że odpadnie koło albo stelaż rozpadnie się na części.
Dlatego właśnie zastanawiam się czy nadal jestem tak entuzjastycznie nastawiona do tego wózka...
Może trafiłam na jakiś felerny egzemplarz...może...a może każdy wózek Stokke taki jest...?
Może to kolejny bubel?
Zobaczymy.

piątek, 18 lipca 2014

Słoiczek i łyżeczka

Matką Polką to ja nie jestem...Każdą czynność związaną z Bobasem staram się sobie uprościć jak tylko się da. W tym oto miejscu przychodzi czas na marchewkę.
Nie wyobrażacie sobie nawet jak długo głowiłam się nad tym jak opanować trzymanie słoiczka, łyżeczki i wycieranie buzi Bobasa jednocześnie. Te czynności były dla mnie niewykonalne i byłam pełna podziwu dla Matek Polek, które sprawnie dokonują karmienia.
Pocieszające jest, że nie byłam sama jeśli chodzi o trudności logistyczne związane z karmieniem. Otóż firma Boon pomyślała za takie Matki jak ja i stworzyła łyżeczko - słoiczek.
Cała forma jest prosta. Mamy łyżeczkę z pojemnikiem do którego pakujemy marchewkę bądź inne papki, ściskamy, papka pojawia się na łyżeczce i finito. Nic prostszego.
Łyżeczka łatwo się myje - chociaż marchewka odcisnęła na niej karotenowe piętno, można zabrać papkę na spacer z Bobasem - wystarczy zasłonić łyżeczkę dołączoną nakładka i w drogę.
Cena? Dużo jak na łyżeczkę ok 40 zł. Ja swoją kupiłam w sklepie Adaboo. 

wtorek, 15 lipca 2014

o ciąży słów kilka - trymestr pierwszy

Ciąża zaskoczeniem dla mnie nie była. Była to świadoma decyzja związana ściśle z monitorowaniem cyklu. Jednak sam pozytywny test wywołał u mnie mieszane uczucia. Obawiałam się, czy zacznie się prawidłowo rozwijać, czy donoszę, czy jest tylko jedno, a z drugiej strony nareszcie wiedziałam dlaczego mimo ćwiczeń urósł mi biust i wiecznie mnie mdliło.
Przez cały czas trwania ciąży byłam zaprzeczeniem wszystkich biednych przyszłych matek, które ciągle narzekają i wolno im wszystko.
-Wymioty-
W pierwszym trymestrze nie udało mi się uniknąć mdłości, wymiotów i jadłowstrętu. Ale wyszłam z założenia, że na wszystko jest metoda. Starałam się jeść małe porcje co 2-3 godziny, żeby nie dopuścić do mdłości i wymiotów. Gdy wymioty zawitały - brałam leki. Jadłowstręt był wypadkową dwóch poprzednio wspomnianych dolegliwości, więc wystarczyło zwalczać je i pracować.
-Zachcianki-
Co do słynnych zachcianek, chyba kobiety troszkę przesadzają. Rozumiem, że jest ochota na inne smaki, ale żeby od razu cały tort?? Wydaje mi się, że ilość zjadanych pokarmów i ich rodzaj oraz samo folgowanie sobie wynika ze złych nawyków żywieniowych. W moim przypadku "zachcianką" były pomarańcze w dowolnej postaci i nieograniczonej ilości. Moje zachowanie przypominało reakcję psów Pawlowa - ślinotok i nieodparta pokusa wypicia soku na samo słowo "pomarańcza".
-Senność-
Senność chyba dopadła mnie po urodzeniu Dzieka. W czasie ciąży nie cierpiałam na narkolepsję jak niektóre damy. Musiałam wstawać o 6.30, jadłam śniadanie, ćwiczyłam 30 minut, szybki prysznic i byłam gotowa do działania. Chodziłam spać o 22 więc nieco wcześniej niż zwykle.
- "ja nie mogę gotować bo jest mi niedobrze"-
Szczerze - bzdura i wygoda na którą mogą sobie pozwolić tylko Panie posiadające kucharkę lub nadmiar funduszy na obiadki z restauracji. Przez cały Nasz związek gotowałam obiady, bo lubiłam. Nie miałam zamiaru zmieniać przyzwyczajeń, choć rzeczywiście niektóre zapachy mnie odstraszały. Po kilku tygodniach nauczyłam się czego nie mogę gotować, żeby nie czuć się źle. Ot cały sposób. Z pewnością zrozumieją mnie kobiety, które mają oprócz "brzusznego pasożyta", skrzata - który jeść musi, a jeszcze sam sobie nie zrobi.
Są to chyba główne dolegliwości przyszłych Matek Polek. Napisałam ten post, bo sama szukałam wśród innych kobiet informacji na temat tego jak wygląda pierwszy trymestr. Byłam przerażona opowieściami i wizją siebie samej - męczennicy z rosnącym brzuchem.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Bubel

 Czasem zdarza się, że pod wpływem opinii innych ludzi kupimy bubel. Bubel jest zazwyczaj bublem tylko dla Nas. W Naszym przypadku bublem okazał się fotelik dla Bobasa firmy Tiny Love zakupiony w Mama i Ja.
Wybierając fotelik kierowałam się tylko i wyłącznie opiniami znajomych, że nie warto kupować drogiego fotelika- leżaczka, a że Bobas nie lubi grających sprzętów, to wszystkie kolorowe potworki odpadały. Szukałam więc taniego, ładnego leżaczka, łatwego do przewiezienia - często podróżujemy. Tiny Love spełniał wszystkie wymogi - był tani ( cena ok 150 zł), nie był grającym potworkiem, kolorystyka mi odpowiadała i mieścił się w małej torbie. Po chwilowym zachwycie - mięciutka tkanina, w miarę bezpieczny, bo żadne metalowe elementy nie wystają spod tkaniny, łatwo można obicie zdjąć i uprać, więc Matka zadowolona - przyszedł czas na rozczarowania. Bobas niekoniecznie polubił tę formę spędzania czasu, dodatkowo coś co wydawało mi się odpowiednie dla jego kręgosłupa jest mało ergonomiczne - Młody się po prostu w nim krzywi. Dodatkowo produkt ten zacina się przy składaniu, co pozbawiło go funkcji leżaczka podróżnego. Jesteśmy strasznie rozczarowani tym produktem i chyba następnym razem kupiłabym leżaczek Babybjorn albo Stokke, które przynajmniej są lepiej wykonane i zdrowsze dla małego kręgosłupa.
Oczywiście moja opinia może być spowodowana faktem, że Młody nie lubi z niego korzystać, chociaż sądzę, że przeważyły problemy ze składaniem leżaczka, którego nie mam jak reklamować, bo stwierdziłam że paragon do niczego mi się nie przyda ;)


niedziela, 13 lipca 2014

I La Millou You!

Fanaberia? Możliwe, ale kto mi zabroni?!
Produkty polskie, świetnie odszyte, wykonane z wysokiej jakości materiałów.
W posiadaniu Bobasa są już:
kocyk light w kotwiczki
koc piknikowy również w kotwice
kocyk niemowlaka w ...kotwiczki
dwie poduszki angel wings - wally i szachownica
chustka w szachownicę
apaszka w kotwiczki
Kocyki nie wyróżniają się niczym nadzwyczajnym ot koc z jeden strony mięciutki, z drugiej piękna grafika. Ale są trwałe, przy częstym praniu nie straciły koloru.
Zachwyceni jesteśmy poduszeczkami Angel Wings! Początkowo były tylko w gondoli, teraz używamy ich wszędzie. podczas leżenia na trawie czy jazdy w foteliku samochodowym. Bobas je zaakceptował i zdecydowanie lubi gdy są.
Kolejny fajny produkt to koc piknikowy. Łatwo go zwinąć i zapakować w dołączony worek, po czym można wrzucić do auta i jechać na wakacje. Spodnia część koca jest zrobiona z jakiejś nieprzemakalnej tkaniny, co ułatwia życie zwolennikom leżenia na trawie. Jedyny minus - brak baldachimu do kompletu ;)
Chustką też jestem zachwycona - z jednej strony mięciutka więc w chłodniejsze dni świetnie się sprawdza.
Wszystkie produkty zakupiłam w sklepie Adaboo. Produkty przychodzą do nas zapakowane w specjalne woreczki, które później można wykorzystać jako worki na ubrania Bobasa lub na pieluszki.

czwartek, 10 lipca 2014

Żywienie Monstera

 Żywienie noworodka było dla mnie zagadnieniem równie tajemniczym jak przeliczanie wytrzymałości stali w konstrukcjach mostów. Przed porodem nie nastawiałam się na karmienie piersią, ale nie żyłam w przeświadczeniu, że w grę wchodzi tylko butelka.
Młody urodził się bardzo słaby ( o tym może napiszę kiedyś ) i nie miał zbytnio siły ssać. Nie miał siły, więc płakał bo nie mógł się najeść, a ja płakałam razem z Nim, bo w pamięci miałam traumatyczne wydarzenia związane z porodem. Podjęłam męską decyzję, że przechodzimy na butlę. W tym momencie opowieści pojawiają się wątpliwości. Jaka powinna być temperatura mleka, jak logistycznie zaplanować karmienie w nocy, gdy człowiek śpiący z pewnością nie da rady termometrem sprawdzić czy już jest dobre. O czekaniu na rzeczoną ciepłą wodę nie wspomnę.
Więc zaczęłam szukać. Początkowo czajnika z ustawieniem temperatury, później ekspresu do kawy, aż tu nagle odkryłam firmę Beaba i ich Bib Espresso. Zakupiłam cudo Beaba i oczekiwałam na przesyłkę.
Urządzenie wygląda rzeczywiście jak ekspres do kawy. Posiada pojemnik na wodę, który później służy jako podgrzewacz do słoiczków.
Obsługa jest banalna - mamy przycisk z kroplą wody, klikamy i czekamy aż ekspres wyda z siebie trzy krótkie dźwięki. Dozujemy odpowiednią ilość wody i gotowe. Dodatkowo do urządzenia dodawany jest pojemnik do sterylizacji butelek. Wlewamy troszkę wody i wrzucamy na ok 5 minut do mikrofalówki. Muszę przyznać, że z tym urządzeniem życie jest prostsze. Kilka razy zapomnieliśmy zabrać go ze sobą i robiliśmy mleko od gorącego przez za ciepłe, krótko mówiąc nieakceptowane przez Bobasa. Beaba kosztuje ok 400 zł, ale warto. nie wyobrażam sobie żywienia Bobasa bez niego.
Jak każdy gadżet ma on też swoje minusy. Pierwszym z nich jest cena. Co prawda używam go tak często, że zapewne już zwrócił mi się w spokojnych nerwach, jednak powinien kosztować maksymalnie 300zł. Kolejnym minusem jest ręczne dozowanie ilości - wygodniejsze byłoby automatyczne nalewanie zaprogramowanej ilości wody.


Pojemnik do sterylizacji

Standardowo mieszczą się w nim dwie butelki dr Brown ( duże też )

poniedziałek, 7 lipca 2014

Volvo dla Bobasa

Ufff...
Właśnie przypomniałam sobie te długie godziny spędzone przed komputerem podczas wybierania tego jedynego Volvo dla Bobasa. Przez większą część ciąży musiałam leżeć ( o tym nieco później ) więc nie było mi dane wyjście do sklepu i podjęcie decyzji pod wpływem Achh i Ochh na widok wózka.
Wózek - Phi! Dla mnie każdy wyglądał tak samo! Szukałam czegoś co jest :
- bezpieczne
- ładne wręcz zaskakujące
- funkcjonalne
- tzw 3 w 1 - gondola/spacerówka/wozidło dla fotelika samochodowego
- miał być w miarę lekki
- dać się wciągnąć po schodach
- nie sprawiać problemu w składaniu
Po przewertowaniu wszystkich portali doradczych wybrałam dwa =)
Wózek 4moms Origami i Stokke Xplory stokke.com.
Oba wózki spełniały większość wymagań, jednak Origami pomimo świateł i ładowarki do wiecznie czerwonej baterii smartfona miał jedna wadę... Nie można go było tak spektakularnie złożyć jeśli była zamontowana gondola. A przecież po to kupuję godnolę żeby Latorośl mogła się wygodnie rozciągnąć - czyli po to żeby z niej korzystać.
Wybrałam wózek firmy Stokke.
Model V4 w kolorze Black melange.
Kosztował nie mało - nie ukrywam, ale wart był swojej ceny, chociaż posiada parę wad.
Pierwsze i najważniejsze w Xplory jest to, że kręgosłup go polubił. Gondola jest na tej wysokości na której powinna być, a nie na wysokości kolan. Nie jestem jakimś gigantem - mam 165 cm wzrostu więc kwalifikuję się raczej do grona tych noszących szpilki z konieczności, ale zdecydowanie nie lubię się schylać.
W Stokke Bobas jest tak wysoko jak tego potrzebuję. Jeśli odpoczywamy na kanapie w kawiarni, jest na wysokości moich oczu.
Kolejna zaleta Stokke to system składania. Pociągasz za kółko i już.
Pociągając to kółko mogę również wjechać wózkiem po schodach bądź pokonać wydmy.
Kolejną fajną sprawą jest regulacja rączki - wózek może prowadzić mąż, żona i młodsze rodzeństwo.
Przednie koła można blokować, żeby jechały tylko prosto, a hamulec jest przy tylnim kole.
Stokke ma w wyposażeniu torbę na pieluszki, którą łatwo montujemy z przodu wózka.
Jest jeszcze klimatyzacja w daszku ( niestety jako przykładna Matka zapomniałam zabrać gondoli na kilkudniowy wypad na wieś więc zdjęcia załączę później).
Kolejna niesamowita sprawa to Summer Kit i Winter Kit, których niestety nie miałam możliwości przetestować....ale nie ukrywam, że bardzo chciałabym je posiadać =)
Stokke niestety posiada też wady. Po dwóch miesiącach użytkowania musiałam reklamować Volvo Bobasa, bo tylknie kółka zaczęły ósemkować, a cały stelaż trzeszczał niemiłosiernie. Aktualnie wszystko jest naprawione, ale nie wiem jak długo pochodzi bo znowu ósemkuje. Nie zmienia to jednak faktu, że kochamy ten wózek =) Odsyłam Was na stronę oficjalną Stokkestokke.com oraz na profil na Facebooku https://www.facebook.com/StokkePolska?ref=br_tf
System jezdny

Mechanizm składania

Rączka

I stało się!

I stało się! Tonąc w blogach o tematyce macierzyństwa i czując ciągły niedosyt, postanowiliśmy założyć własnego bloga. Biorąc pod uwagę słomiany zapał i chroniczny brak czasu nie przyzwyczajam się do myśli, że blog stanie się moim życiem. 
Postanowiłam w tym oto miejscu recenzować produkty, które uznałam za niezbędne w obsłudze Bobasa oraz takie które niezbędnymi nie były. Z natury jestem osobą ceniącą komfort i nie lubię posiłkować się półśrodkami, dlatego część sprzętów zakupionych dla Bobasa przekracza budżet przeciętnej Matki Polski - chociaż może się mylę ;)