Ciąża zaskoczeniem dla mnie nie była. Była to świadoma decyzja związana ściśle z monitorowaniem cyklu. Jednak sam pozytywny test wywołał u mnie mieszane uczucia. Obawiałam się, czy zacznie się prawidłowo rozwijać, czy donoszę, czy jest tylko jedno, a z drugiej strony nareszcie wiedziałam dlaczego mimo ćwiczeń urósł mi biust i wiecznie mnie mdliło.
Przez cały czas trwania ciąży byłam zaprzeczeniem wszystkich biednych przyszłych matek, które ciągle narzekają i wolno im wszystko.
-Wymioty-
W pierwszym trymestrze nie udało mi się uniknąć mdłości, wymiotów i jadłowstrętu. Ale wyszłam z założenia, że na wszystko jest metoda. Starałam się jeść małe porcje co 2-3 godziny, żeby nie dopuścić do mdłości i wymiotów. Gdy wymioty zawitały - brałam leki. Jadłowstręt był wypadkową dwóch poprzednio wspomnianych dolegliwości, więc wystarczyło zwalczać je i pracować.
-Zachcianki-
Co do słynnych zachcianek, chyba kobiety troszkę przesadzają. Rozumiem, że jest ochota na inne smaki, ale żeby od razu cały tort?? Wydaje mi się, że ilość zjadanych pokarmów i ich rodzaj oraz samo folgowanie sobie wynika ze złych nawyków żywieniowych. W moim przypadku "zachcianką" były pomarańcze w dowolnej postaci i nieograniczonej ilości. Moje zachowanie przypominało reakcję psów Pawlowa - ślinotok i nieodparta pokusa wypicia soku na samo słowo "pomarańcza".
-Senność-
Senność chyba dopadła mnie po urodzeniu Dzieka. W czasie ciąży nie cierpiałam na narkolepsję jak niektóre damy. Musiałam wstawać o 6.30, jadłam śniadanie, ćwiczyłam 30 minut, szybki prysznic i byłam gotowa do działania. Chodziłam spać o 22 więc nieco wcześniej niż zwykle.
- "ja nie mogę gotować bo jest mi niedobrze"-
Szczerze - bzdura i wygoda na którą mogą sobie pozwolić tylko Panie posiadające kucharkę lub nadmiar funduszy na obiadki z restauracji. Przez cały Nasz związek gotowałam obiady, bo lubiłam. Nie miałam zamiaru zmieniać przyzwyczajeń, choć rzeczywiście niektóre zapachy mnie odstraszały. Po kilku tygodniach nauczyłam się czego nie mogę gotować, żeby nie czuć się źle. Ot cały sposób. Z pewnością zrozumieją mnie kobiety, które mają oprócz "brzusznego pasożyta", skrzata - który jeść musi, a jeszcze sam sobie nie zrobi.
Są to chyba główne dolegliwości przyszłych Matek Polek. Napisałam ten post, bo sama szukałam wśród innych kobiet informacji na temat tego jak wygląda pierwszy trymestr. Byłam przerażona opowieściami i wizją siebie samej - męczennicy z rosnącym brzuchem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz